Biwak z Niemowlakiem

Po wspólnych wakacjach przyszła pora na biwak. Tym razem również mieliśmy wątpliwości… Damy radę?

Skrót z naszego pobytu w Gorzycy obejrzycie TUTAJ


Mogłoby się wydawać, że weekendowy wypad to raptem 2 dni. Ileż potrzeba prowiantu na tak krótki okres. Otóż więcej niż na standardowe wakacje all inclusive! Nie wierzysz? Czytaj dalej!

Przygotowania do wyjazdu zaczęłam dzień wcześniej. Po pierwszej godzinie żałowałam, że zabrałam się do tego tak późno. Lista potrzebnych rzeczy nie kończyła się. Z każdą nowa pozycją dochodziły dwie inne, uzupełniające. Biwak to nie nocleg w hotelu. Dodatkowo z dzieckiem przypomina survivalowe szkolenie. Albo je zaliczysz, albo marny Twój los.

Narzutka tetrowa BOXENBABY
Książka “Pucio” z księgarni Selkar

Dzień rozpoczął się jak zwykle, z tą różnicą, że wstać musieliśmy kilka godzin wcześniej. Miejscowość docelowa oddalona była od naszego miasta o ponad 100km. Z domu wyruszyliśmy około godziny 8. Po przyjeździe było zebranie. Podzieliliśmy się na grupy.
Nasz biwak połączony był z atrakcją, jaką był spływ kajakowy. Mam respekt do dzikiej wody, dlatego sama nie brałam w nim udziału. Mąż dołączył więc do “SPŁYWAKÓW” a my z Lianą udałyśmy się w dalszą drogę, która prowadziła prosto na pole biwakowe. Po przyjeździe na miejsce przyszedł czas na rozeznanie się w terenie. Zamontowałam więc nosidełko z Lianą na piersi i razem udałyśmy się na spotkanie z naturą. Pole z trzech stron otoczone było wodą. Dźwięki i zapachy przyrody rozkosznie pieściły nasze zmysły. Pogoda dopisała (przynajmniej za dnia), więc podczas nieobecności męża, trwającej prawie 4h (tyle trwał całkowity spływ kajakowy) zdążyłyśmy zapoznać się z częścią biwakowiczów, pobawić ze wszystkimi, obecnymi Esiami a nawet zaliczyć pierwszą drzemkę na kocu z cycem pod nosem. Zapowiadało się idealnie, pomimo tego, że dostęp do neta był baaaardzo ograniczony.

Z końcem drzemki na horyzoncie, jako jeden z pierwszych pojawił się Papełe. Oznaczało to również zbliżającą się porę obiadową. Wspólnie udaliśmy się więc na posiłek. Podano zupę warzywną oraz schabowego. Podczas rozmowy przy jedzeniu dowiedziałam się, że spływ był wyczerpujący. Jaro był przemęczony i lekko… poparzony pokrzywami! Ponoć były momenty, w których trzeba było opuścić kajak i pokonać przeszkody piechotą. Zdecydowanie wolę drzemki na kocu 🙂
Po obiedzie, jeszcze przed biesiadowaniem znaleźliśmy czas na wieczorną toaletę. Na terenie biwaku dostępny był płatny prysznic oraz toalety. Bez problemu można było więc o siebie zadbać. Warunki całkiem przyjemne. Kąpiel z umyciem głowy kosztowała około 5zł, toaleta jednorazowo 2zł. Czyści, przebrani w cieplejsze rzeczy, gotowi byliśmy dołączyć do reszty ekipy. Wspaniałomyśni ludzie z naszej grupy zadbali o całą otoczkę porządnej imprezy. Były wzmacniacze, subwoofery oraz światła disco! Był nawet zadaszony parkiet i repertuar, którego nie powstydziłby się żaden szanujący się disc jockey! 🙂

Koniec mojej zabawy wyznaczyła pewna śliczna, mała blondyneczka, która uroczo zasnęła mi na ramieniu podczas dość popularnego, wolnego utworu. Zabrałam ją na materac, znajdujący się w busie, przytuliłam mocno i zasnęłam razem z nią.
Po kilku godzinach obudził mnie gwar ludzi walczących z namiotami, miotanymi przez wichurę, która zerwała się nagle, poprzedzając okropną burzę. W jednym momencie ucichła muzyka a ludzie zaczęli pakować się do swoich aut. Przyznam, że na momencie miałam pełne, przysłowiowe gacie. Wyrwana ze snu nie byłam w stanie pojąć co się dzieje na zewnątrz. Kilka minut później razem z nami w busie znajdowało się jeszcze kilkoro z naszych. Było mega wesoło. Lili ani na moment się nie obudziła. Spała do 6:30.
Rano obudziło nas piękne słonko. Dzień zaczęliśmy od porannej toalety, kawy i pysznego, drożdżowego ciasta! Zaraz po nim przyszedł czas na powrót do domu

Czas, który spędziliśmy na biwaku w Gorzycy był równie atrakcyjny i bogaty w doznania jak ten, spędzony chwilę wcześniej poza granicami naszego kraju. Oba wyjazdy dzieliła przepaść, jeśli chodzi o warunki. Mimo wszystko zarówno jeden jak i drugi wyróżniał się czymś wyjątkowym. Dziecko mam “elastyczne”. Dopasowuje się do każdej sytuacji i do każdego miejsca, w którym znajduję się ją i moje ćyćy!

Dajcie koniecznie znać czy zaliczyliście już taki weekendowy wypad z Maluchem. Jeśli nie to szczerze polecam! Wspomnienia nie do podrobienia!

Share: